PIS spuszczony ze smyczy.
Ledwie miesiąc mnie nie ma w kraju i już gołym okiem widać opłakane skutki. Jarek zauważył, że jego odwieczne nemesis, zaprzysiężony wróg, władca ciemności i obrońca sataniątek opuścił Polskę i natychmiast spuścił ze smyczy swoje ujadające kundle. Poziom zidiocenia PISiorów osiągnął niespotykane wcześniej wyżyny, tak jakby musieli sobie zrekompensować długie tygodnie kampanii prezydenckiej, gdy Prezes skuł ich pyski kagańcami, do których poprzyklejał fałszywe uśmiechy.
Ale teraz można ujadać. Pierwszy zaszczekał, oczywiście, sam fuhrer:
Powiedziałem mu: “To jest wynik waszej zbrodniczej polityki – nie kupiliście nowych samolotów”. Na tym rozmowa się skończyła.”
Mozna by zrzucić tą histerycznie idiotyczną wypowiedź, skierowaną do Sikorskiego gdy ten przekazał Jarkowi informacje o katastrofie smoleńskiej, na karb szoku Prezesa. W końcu właśnie dowiedział się, że jego brat nie żyje. Gdyby tak jednak było nie chwaliłby się teraz tym w wywiadach. Poza tym wszyscy wiemy, że Prezes nie ma uczuć – dowodzi tego dobitnie wykorzystywanie śmierci prawie setki ludzi w kampanii politycznej. Ludzi, dodajmy, którzy żyliby zapewne do dzisiaj, gdyby jego brat nie miał tendencji do zmuszania pilotów do lądowania gdzie popadnie.
Kontakt z rzeczywistością stracił zupełnie Brudziński. Jeśli mam być szczery, gość zawsze wydawał mi się zwykłą szują – nie miałem nigdy nic na poparcie tej tezy, muszę z przykrością przyznać, była ona zawsze bezpodstawna i opierała się wyłącznie na “gut feeling”. Ale teraz moje wyrzuty sumienia znikają:
Premier polskiego rządu, który pojawił się na miejscu tragedii, urządzał sobie wyścigi z autokarem, którym jechaliśmy na miejsce.
Wyścigi sobie urządzał. Na miejsce zbrodni Tusk wbiegł w żółtej koszulce lidera wyścigu, Putin wręczył mu szampana i Donald spryskał nim zwłoki Lecha, leżące nieopodal.
(…) na błocie i na zwykłej, czarnej folii zostawił ciało prezydenta Rzeczpospolitej w ruskiej trumnie.
Wypada zapytać – w jakiej trumnie miał go zostawić? Watykańskiej? Miał w swoim wyścigowym autokarze przywieźć trumnę? Folia też niedobra – czarna i zwykła. Powinna być zielona, z czerwonymi Świętymi Mikołajami i złotymi gwiazdkami betlejemskimi. Nawet śmiać się ciężko z tych bredni, bo tak naprawdę mamy tylko dwie opcje interpretacji słów Brudzińskiego – albo jest on chory psychicznie, albo cynicznie usiłuje oczernić Tuska absurdalnymi oskarżeniami. To drugie świadczyłoby, że jest na dodatek idiotą.
Do tego wszystkiego jakieś barany – harcerze, jak rozumiem – postawiły krzyż przed Pałacem Prezydenckim, i teraz, jak to zwykle z krzyżami w Polsce bywa, nie da się tego badziewia usunąć, zapewne narodowi socjaliści sądzą, że powinien już tam stać zawsze. Nawet Ziobro wypełzł spod ziemi i broni tego katolickiego symbolu, który nie powinien w ogóle znaleźć się w pobliżu symbolu demokratycznej władzy świeckiej. No ale stoi, PISiory nanoszą tam co rusz znicze, i oczywiście ruszyć go to grzech. Mam zamiar jutro wybrać się do Rzymu i postawić wielki pentagram na Placu Św. Piotra jako symbol męczeństwa setek tysięcy niewinnych kobiet zamordowanych przez Inkwizycję, może Ziobro przyjedzie bronić mojego pentagramu?
Najlepiej – to jest w najbardziej naiwny i dziecinny sposób – ujął kwestię krzyża Migalski.
Przenoszenie krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego to początek niszczenia mitu Lecha Kaczyńskiego, a w konsekwencji walki politycznej z tymi, którzy mienią się być dziedzicami tego, co robił Lech Kaczyński
Mit Lecha Kaczyńskiego – na czym miałby polegać? Na nieudacznictwie, kompleksach i nieprzystosowaniu do pełnionej funkcji? I jaka to walka z – co za fajna bufonada – “dziedzicami” poczynań Lecha? Czy obserwujemy nowy kult jednostki? Marny to kult, jak i marna była to jednostka. Nie wróżę sukcesów.
Żałosne to wszystko i smutno-śmieszne. Naprawdę, jak nie po kolei trzeba mieć w głowie, żeby popierać tą socjalistyczno-narodową partyjkę i jej Prezesa? Czy połowa kraju straciła rozum w wyniku jakiegoś tajemniczego promieniowania?
Tak więc – spokój tam w kraju, bo wrócę!



“Ledwie miesiąc mnie nie ma w kraju i już gołym okiem widać opłakane skutki.”
To nie skutki twojej nieobecności, oni ci po prostu robią celowo na złość. :P
k… się dzieje, ci mówię :)
Nic się nie dzieje, a w każdym razie – nic konstruktywnego. Puste napierdalanki prowadzące donikąd. Stara melodia. Szkoda słów.
W sumie – niby pierdolnięci ludzie są wszędzie na świecie, ale chyba tylko w Polsce ponad 30% (jeśli wierzyć sondażom).