Odwieczna walka fundamentalizmu z wolnością.
Z pewnym zaskoczeniem dowiedziałem się, że trzęsące zwykle tyłkiem przed katolickim establishmentem partie polityczne – PO, PSL i SLD – odważyły się na forsowanie nowej ustawy medialnej, w której nie będzie już miejsca na katolicką cenzurę. Pod naciskiem SLD wykreślono wreszcie artykuł o wartościach chrześcijańskich i promowaniu rodziny, a zamiast tego dodano przepis mówiący o przeciwdziałaniu dyskryminacji ze względu m.in. na orientację seksualną. Tak przynajmniej pisze proPISowski Dziennik – bardzo symptomatyczny dobór przykładu na ową dyskryminację, ale hej, nie od dziś wiadomo, że im kto bardziej prawicowy tym większe ma kompleksy wobec swojej seksualności.
Te niecne działania oczywiście spowodowały, że biskupi całą czarną chmarą rzucili się na ten niespotykany przejaw zdrowego rozsądku w polskim parlamentaryzmie. “Brak tego przepisu to element ogólnoeuropejskiej polityki wyrzucania wartości chrześcijańskich z przestrzeni publicznej i z życia społecznego” – grzmi niejaki pan Głódź, o ile się nie mylę do niedawna główny kapelan od zabijania ludzi poczętych ponad 19 lat wstecz. Głódź ma rację, w większości przypadków ludzie w Europie nie widzą powodu, by chronić tylko i wyłącznie jedną religię. Kochający chłopców w mundurach Głódź sądzi, że wolno dyskryminować wszystkich za wyjątkiem katolików. Głódź się myli.
Kościół, gdy pod ścianą, zachowuje zawsze zwarty front – mniej niby radykalny od byłego biskupa polowego, pan Pieronek, obawia się, że “taka zmiana otwiera drogę do narzucenia Polsce przez Unię Europejską rozwiązań legalizujących małżeństwa homoseksualne”. Mam nadzieję, że otwiera, choć to zapewne zbytni optymizm. Skąd ta niechęć do homoseksualizmu w środowiskach, w których od homoseksualistów aż się roi – trudno powiedzieć. Syndrom psa ogrodnika?
Łatwo byłoby mi w tej sytuacji dołączyć do krytykujących od zawsze Kościół środowisk, bo ja wiem, “tolerancyjnych”, czy też “lewicowych”, generalnie tych grup, którym zapis o “przeciwdziałaniu dyskryminacji” bardzo się podoba. Mnie też się trochę podoba. Nie jestem jednak fanem zakazów, obostrzeń, poprawności politycznej. Nie chcę mieć ustawy, która chroni jakiekolwiek grupy społeczne. Katolików, gejów, Żydów, cyklistów, kobiety w ciąży czy Cyganów. Nie popieram cenzury w żadnej formie, ograniczenia wypowiedzi mają dla mnie sens wyłącznie wtedy, gdy zakazujemy propagowania kłamstwa bądź namawiania do przemocy. Lubię nazywać rzeczy po imieniu, nadużywanie eufemizmów wydaje mi się marnowaniem czasu i energii. Nie musimy ciągle wszystkich głaskać.
Oczywiście usunięcie chrześcijańskiej cenzury z mediów byłoby krokiem w dobrą stronę. Zmuszanie kogokolwiek do respektowania wartości chrześcijańskich – czymkolwiek by one nie były – jest idiotyzmem i kpiną ze zdrowego rozsądku. Ja nie szanuję wartości chrześcijańskich. Wielu innych rzeczy także nie szanuję, mam do tego – nomen omen – święte prawo i absolutnie nie obchodzi mnie, że przy okazji mówienia tego, co myślę, obrażę czyjeś uczucia. Mam prawo je obrażać. Dlaczego jednak zatrzymywać się przy tym nieszczęsnym chrześcijaństwie? Mam prawo mieć swoje zdanie na każdy temat – najbardziej nawet drażliwy. Holocaust, UFO, aborcja, 9/11, JFK – cokolwiek. Jeśli tylko nie propaguję nieprawdy, jeśli nie kłamię celowo – bo każdy ma prawo się mylić – nie powinien mi włos spaść z głowy. To bardzo dobrze, że powoli przestajemy traktować chrześcijan jak święte krowy, ale to jeszcze daleko do nazwania systemu, w którym żyjemy, wolnym.
Kwestia prawdy i kłamstwa wydaje mi się tutaj najistotniejsza – ale byłbym szalony wymagając obrony prawdy od przedstawicieli organizacji zbudowanej na kłamstwie. Dwa tysiące lat wmawiania ludziom, że religia skonstruowana na zapożyczeniach z Egiptu i Babilonu jest prawdą objawioną, że Jezus był postacią historyczną i że chrześcijaństwo reprezentuje sobą jakieś specjalne, istotne “wartości”, które należy koniecznie chronić gdyż same nigdy-przenigdy się nie obronią. Strach przed prawdą – najsilniejsza ostoja każdej religii, prawdziwe perpetuum mobile. Do tego mocno zakaźne, gdyż ktoś, kto zmarnował całe życie wierząc w mit będzie bał się dowiedzieć prawdy, wybierając bezpieczne ciepełko i brak rozwoju. Rozumiem świetnie logikę działania przedstawicieli Watykanu, kiedy gdzie tylko się da walczą z wolnością i niezależną myślą, ale jestem też całkowicie przekonany, że zdecydowana większość ludzi zawsze zadowoli się ciepłym i bezpiecznym kłamstwem zamiast nieprzyjemną i zimną prawdą, więc obawa przed rychłym upadkiem ich bizantyjskiego imperium jest przesadzona. Na świecie jest dość ludzi głupich i prostych by utrzymywać cały ten system jeszcze przez długie dziesięciolecia.
Ale rozumiem ich – walczyć trzeba. Naprężyć muskuły, okazać gotowość do walki z rozumem zawsze i wszędzie – za to właśnie ich kochamy, naszych drogich przeciwników. Gdy trzeba pokazać, jak bardzo są przeciwni wolności, jak gardzą innymi od siebie, jak bardzo boją się utraty wpływu na masy – oni nigdy nie zawodzą.
Za biskupów!
(chlup)








No i co ja tu mogę jeszcze dostukać? Nic. Za Kubę! (chlup) – gorącym kubkiem “THERAFLU”, bo mam grypę.
Zdaje się, że temat i poruszone propos (podpisuję się pod każdym zdaniem) stanowią ciągle domenę TABU wśród Polaków. Kościół, biskupi, katolicyzm – wystarczą te trzy słowa i cisza wokół jak makiem zasiał. Może jakiś mały diabełek się chociaż odezwie? :)
dobrze pisze dać mu wódki!
takie mam tylko merytoryczne 2 uwagi(może czegoś nie doczytałam)
1- Jezus jest postacią historyczną(na prawdę zmarł na krzyżu a co się z nim potem stało to kwestia wiary)
2- chrześcijaństwo połączyłabym zarówno z egipskimi wierzeniami jak i z buddyzmem
1 – obiektywnych, silnych dowodów na istnienie kogoś takiego brak, a te, o których słyszałem, zwykle same sobie przeczą.
2 – buddyzm nie miał raczej żadnego wpływu na stworzoną przez Rzymian religię chrześcijańską, posiłkowali się wierzeniami popularnymi wtedy na ich własnym terenie.
Ale nie będę udawał, że jestem wielkim specjalistą od tych rzeczy.
1 – są niechrześcijańskie źródła , które dowodzą istnienia Jezusa
2 – być może nie miał,aczkolwiek podobieństwa są ogromne
religie to mój konik:)
ściski ślę
http://www.jesusneverexisted.com/
Czy słyszałeś o tym Sycylijczyku ożenionym z Polką i próbującym żyć sobie normalnie w małej, polskiej miejscowości? Jest ateistą i musiał się 3 razy przeprowadzać, bo go okoliczni wyzywali od MUZUŁMANÓW, ksiądz jeszcze dolewał oliwy do ognia, a przy okazji ktoś powybijał szyby. Nie ma to jak tolerancja katolików.
Nietolerancja, choć u nas może być łączona z katolicyzmem, wynika po prostu z ciemnoty. Nie jest specyficzna dla chrześcijaństwa.
Ale historyjka pouczająca.
kiedy napiszesz coś nowego?
Zrobione.