Atak telefonicznego terrorysty.

Ze zdumieniem dowiedziałem się dzisiaj, że policja w Katowicach ewakuowała wszystkie dworce PKP i PKS. Lekką ręką zdezorganizowano odjazdy pociągów i autobusów, postawiono na nogi połowę sił Policji i utrudniono życie setkom ludzi tylko dlatego, że jakiś wesołek zadzwonił sobie na komendę i palnął coś o bombie. Jak mówi asp. sztab. Jacek Pytel, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Katowicach:

- O godz. 17 dostaliśmy informację o podłożeniu bomby na dworcu. Niestety informator nie podał na którym. Postanowiliśmy dla bezpieczeństwa pasażerów ewakuować wszystkie dworce PKP i PKS w Katowicach.

Dlaczego za moje pieniądze odstawiać takie szopki? Jakiej oni bomby szukali? To absolutnie niepoważne, żeby za każdym razem kiedy ktoś weźmie jednego kwasa za dużo paraliżować całe miasto. Olać to kompletnie, może wtedy ludzie przestaną dzwonić – bo nie będzie po co. A niech nawet w końcu coś kiedyś wybuchnie – wtedy będzie powód żeby gościa złapać i wsadzić.

Ewakuowali wszystkie dworce, bo “niestety informator nie podał na którym” podłożył swoją wyimaginowaną bombę. Nie wiem, czy się z tego śmiać czy płakać. Pewno nasz telefoniczny terrorysta niezbyt dobrze się przygotował, bo mógł powiedzieć, że podręczna bomba nuklearna jest “w szarej papierowej torbie znajdującej się gdzieś pomiędzy peronem trzecim a czwartym na dworcu PKP”, co znacznie ułatwiłoby pracę naszej dzielnej policji, tropiącej za pieniądze podatników urojenia psychopatów.

Nie trafia do mnie argumentacja, że za tysięcznym razem w końcu znajdą bombę i uratują ludzkie życie. Kompletna bzdura – jeśli ktoś podłoży bombę z faktycznym zamiarem wysadzenia czegoś w powietrze to raczej nie poleci z tym do gazety żeby samemu sobie strzelić w stopę. Jeśli zaś szuka rozgłosu – to znajdzie go wyłącznie jeśli policja, tak jak do tej pory, będzie poważnie traktować każdego pomyleńca z dostępem do telefonu. Jedyny sposób to absolutne ignorowanie wszelkich zgłoszeń tego typu.

Być może nasi policjanci naoglądali się telewizji trąbiącej o nieistniejącym w gruncie rzeczy zagrożeniu terrorystycznym i pragną zgrywać strażaków z World Trade Center przy każdej okazji – bo gadanie o tym, że “tym razem to przecież mogło być prawdziwe zagrożenie” świadczy o zupełnym oderwaniu od rzeczywistości.

Ciekawym, ile mieszkań i sklepów obrobiono, gdy policja radośnie goniła za produktem wybujałej fantazji frustrata. Ba, następnym razem sam zadzwonię i powiem: ukryłem bombę w krzakach! Nie powiem, w jakim mieście, nie podam, w jakim typie krzaka, nic nie pomogę. Kupię popcorn, colę i będę sobie oglądał z balkonu jak połączone siły policji i wojska z całego kraju hasają po parku. A potem, zupełnie nie niepokojony przez nikogo, spokojnie pójdę sobie ukraść jakiś samochód.

~ - autor: Kub w dniu listopad 20, 2008.

Odpowiedzi: 4 to “Atak telefonicznego terrorysty.”

  1. Też dobry pomysł. Być może właśnie kolo chciał odwrócić uwagę, od tego co sam robił, żeby poszli szukać tej bomby.

    A znaleźli gościa ostatecznie?

  2. A może to taki chłyt marketingowy? może policja ma nowe supersamochody do wypróbowania, albo nowych aspirantów,po których w razie czego nikt nei będzie płakał, ale zawsze dobrze jest się pokazać.

  3. Jak juz cos wybuchnie, to nie bedzie sensu ganiac gosci i wsadzac, bo i po co, skoro juz wybuchlo? Malo sensowne myslenie.

  4. Co wybuchnie? Głowa frustrata? Papierowa torba z pozawijanymi szmatami?
    Nie przypominam sobie żeby kolesie z Madrytu czy Londynu dzwonili na policję przed detonowaniem bomb w metrze.

Dodaj komentarz