Po Prostu Palikot.
Janusz Palikot. Polityk podobno kontrowersyjny, pozostający poza głównym nurtem swojej partii, mający swoje zdanie i nie obawiający się tego zdania wypowiadać, niezbyt przejmując się możliwymi konsekwencjami, czy to politycznymi czy prawnymi. Nie ulega poprawności politycznej PO, nie podlizuje się masom, zachowuje dużą niezależność. Czy takie cechy powinniśmy cenić w polityku? Czy może oczekujemy posłuszeństwa partii, zastępu bezmyślnych robotów, bez własnego zdania, bez kręgosłupa?
Wydaje się, że kontrowersja to drugie imię Palikota, ale jeśli dobrze się przyjrzeć, to właśnie jego prowokacje zdają się być bardziej racjonalne i rzeczowe niż ciche zgadzanie się na status quo.
Weźmy słynną konferencję prasową ze sztucznym penisem i pistoletem, które zostały przedstawione jako równorzędne symbole prawa i sprawiedliwości stosowane na komisariacie w Lublinie. Może mało to wyszukane, ale spełniło swoją funkcję i nagłośniło sprawę tamtejszych policjantów oskarżonych o molestowanie seksualne. Czy w Polsce wciąż przymyka się oko na takie sprawy? Czy łatwo jest udowodnić aresztowanej osobie, że molestował ją policjant? To zawsze trudna kwestia i tego typu zrobienie szumu wokół sprawy mogło tylko pomóc.
Innym razem Palikot pojawił się w koszulce z napisami “Jestem gejem” i “Jestem z SLD”. Potraktowanie SLD jako “mniejszości” było oczywiście uszczypliwością, ale miało też swoje wytłumaczenie, bo zarówno PO jak i PIS dzielnie walczyły wówczas o to, by w ogóle wykluczyć lewicę z życia politycznego Polski. Zwrócenie przez Palikota uwagi, że PO powinna być partią walczącą o interesy mniejszości na pewno było cenne, szkoda, że nie spotkało się z rezonansem wśród jego partyjnych kolegów.
Całkiem niedawno Janusz Palikot odważył się uderzyć w temat tabu - ochronę uczuć religijnych. Proponując jej zlikwidowanie naraził się na wściekły atak wszystkich Rydzykowych gadzinówek i osób związanych z katobetonem w Polsce, ale nie można odmówić mu racji w tym zakresie - dlaczego jedna z religii ma być chroniona przed wszelką krytyką w państwie, które zgodnie z konstytucją jest świeckie? Oczywista racja Palikota ginie niestety w zgodnym unisono prokatolickich polityków i kościelnych hierarchów, że teraz oto chce się otworzyć wolną drogę do ataków na wiarę i religię. Newsflash, panowie, to właśnie jest wolność słowa w pigułce - prawo do obrażania uczuć innych ludzi. To, że mój światopogląd rani wasze uczucia nie daje wam prawa, żeby zabronić mi go głosić. To znaczy w krajach cywilizowanych nie daje.
Kwestia “wykończenia ojca Rydzyka”, co sugerował Palikot swojej partii, jest bez wątpienia pożytecznym pomysłem, ale już wiara w to, że osłabienie wpływów stojącego ponad prawem przedsiębiorcy z Torunia pomoże kościołowi katolickiemu jest niestety naiwnością. Kościół ma z Rydzyka dwie duże korzyści - pieniądze i władzę. A o nic innego przecież tej organizacji nigdy nie chodziło, trudno wierzyć, że po dwóch tysiącach lat coś się tu zmieni.
Na koniec wreszcie przywalił Palikot na swoim blogu, że po kuluarach chodzą plotki, jakoby Lech Kaczyński miał problemy z alkoholem. Oczywiście pierwszą reakcją kancelarii była zapowiedź procesu sądowego, bo tego pokroju ludzie nie potrafią inaczej postępować. Kiedy jednak zastanowić się nad celem publikowania takich informacji przez Palikota możemy dojść do wniosku, że poza chęcią dokopania przeciwnikowi politycznemu, który nie raz drwił z alkoholowych przygód Kwaśniewskiego (lub może robił to jego brat) może stać za tym coś więcej. Wcześniej Piotr Tymochowicz zaprezentował opinię, że dziwne zachowania Lecha Kaczyńskiego mogą wskazywać, że cierpi on na depresję. Tymochowicza spacyfikowano - został aresztowany pod zarzutem posiadania pornografii dziecięcej. Gdy jednak przypomnimy sobie infantylne zachowania naszego, nie daj boże, prezydenta (obrażanie się na wszystkich za wszystko), niewyraźną wymowę, długie okresy kompletnego braku działania, wizyty w klinikach, budowanie zasieków wokół rezydencji na Helu… Nie wiem, czy bliżej prawdy jest Palikot czy Tymochowicz, ale trudno twierdzić, że z Kaczyńskim wszystko jest w porządku.
Nie wiem, czy jest miejsce dla Palikota w PO. Może lepiej odnalazłby się bardziej na lewo, choć jest po KULu, więc może się przed tym wzdragać. Na pewno jednak jego partyjni koledzy mają w zwyczaju chować ogon pod siebie i nie może liczyć, że kolejne jego wypowiedzi, uchodzące w naszej klasie politycznej za kontrowersyjne, będą popierane przez partię. PO idzie w kierunku PIS-bis, hierarchom kościelnym je z ręki a linię polityczną opiera na sondażach. Jak długo Tusk będzie tolerował ten niechciany głos nieskrępowanego rozsądku w swojej partii?
Krytyka spada i będzie spadać na Janusza Palikota ze wszystkich stron. Mam nadzieję, że w dalszym ciągu nie będzie na nią zwracał większej uwagi, kontynuując mówienie na głos tego, co wielu sobie po cichu myśli, ale boi się publicznie firmować własnym nazwiskiem.







A może czas pomyśleć poważnie nad uruchomieniem całkiem nowej, świeżej siły politycznej, opartej w dużej mierze na tzw. zdrowym rozsądku? Tylko kto by na nich głosował…
Kub>PO powinna być partią walczącą o interesy mniejszości na pewno było cenne, szkoda, że nie spotkało się z rezonansem wśród jego partyjnych kolegów.
Partie większościowe walczą o interesy większości. Dlatego są większościowe. Takie masło maślane, ale chyba trzeba to powiedzieć.
Kub>[Palikot]Nie ulega poprawności politycznej PO, nie podlizuje się masom, zachowuje dużą niezależność.
Mhm. Jest różnica między “buractwem” a “poprawnością polityczną”. Mnie to bardziej przypomina osławione “pytania” do Cimocha, Olechowksiego etc. najsłynniejszego polskiego Mulata [obecnie poza Sejmem].
Palikot to skończony, hiperaktywny, dureń. Już myślałem, że się zajmie czymś pożytecznym, nawet gotów byłem przyklasnąć [po wywiadzie dla "Przekroju"] części spośród jego pomysłów na “walkę z biurokracją”. Myślę sobie odważny facet, stawia swój mandat na jednej szali, a walkę z biurokracją na drugiej. A ten zamiast próbować sobie zjednać wszystkich dla projektu speckomisji, bo to idea o którą warto walczyć, chlapie ozorem jak przekupa na bazarze.
Dureń. I nawet nie chodzi o to, że uważam LK za absolut :)) abstynenta. To jest poza dyskusją. Palikot ostro utrudnił sobie pracę w komisji. I w tym jest właśnie jego durnowatość.
BTW był kiedyś taki dowcip o pierdzeniu, tu bardzo adekwatny:
Na raucie dla korpusu dyplomatycznego od strony fotela zajmowanego przez królową dobiegł niedwuznaczny dźwięk. Natychmiast podniósł się ambasador Francji, zarumienił się dyplomatycznie i rzekł “Pardon”. Gdy sytuacja się powtórzyła, zerwał się ambasador Niemiec, i mruknął “Entschuldigung”. Za trzecim razem wszystkich ubiegł ambasador radziecki, który stwierdził:
Trzecie pierdnięcie Jej Królewskiej Mości ambasada radziecka bierze na siebie.
Kub>po KULu
To akurat żaden wyznacznik. Szyszkowska robiła tam habilitację i jakoś nie miała potem żadnych oporów.