O spadnięciu autokaru i co mnie to właściwie…
[UWAGA: ten i kilka przyszłych wpisów to przedruk z mojego bloga w salonie24. gdy już nadgonię zaległości będę publikował tam i tu równolegle, przynajmniej przez jakiś czas]
To pierwszy wpis, więc teoretycznie powinienem przedstawić swoje powody, swój background, wytłumaczyć się jakoś… Ale po co? Lektura postów powinna dać odpowiedź na ewentualne pytania.
Więc jedziemy.
Autokar pełen pielgrzymów spadł gdzieś we Francji w koryto rzeki, stanął w płomieniach i spowodował śmierć przynajmniej 20-tu pasażerów. Nigdy bym się o tym nie dowiedział, gdyby nie zaszła przypadkowa okoliczność, że pasazerami byli Polacy, i że jednocześnie ja także jestem Polakiem, przebywam w Polsce i włączyłem polski kanał TVN24. Będę teraz bombardowany gigantyczną ilością informacji na temat kazdego szczegółu tego nieszczęśliwego wypadku (kto zawinił? kto zginął? czy zawiodły hamulce?), a jutro bez wątpienia przeczytam o nim w gazecie. Gdy dowiedziałem się o wypadku, pierwszą myślą było – czy ktoś kogo znam jest obecnie na wycieczce we Francji? Szybka odpowiedź – nie. Więc sprawa mi wisi. Takich jak ja – zupełnie niezwiązanych ze sprawą – jest w Polsce jakieś 99,99%.
Zatroskane miny prezenterów, dyskusje w sklepach (a słyszała pani? okropne…), rozdmuchiwanie tego wszystkiego wydaje mi się niepotrzebne. Więcej ludzi ginie dziennie na całym świecie i wszystkim to kompletnie wisi – i to jest naturalne. Oglądanie w tv tragedii ludzi mi obcych i pasjonowanie się tym wydaje mi się niepotrzebne. Zaraz na portalach internetowych pojawią się w komentarzach te idiotyczne świeczki – coś takiego: [*] – i ludzie będą pieprzyć jak to im nie jest smutno.
Tak więc – ginięcie Polaków w różnych zakątkach świata obchodzi mnie tyle, co ginięcie Brazylijczyków czy Japończyków, czyli prawie wcale. Wstyd przyznać, ale ginięcie ludzi w Darfurze czy podczas tsunami też mnie niewiele więcej obchodzi. Za dużo. Za daleko. To nie mój autokar.








Hm, no mi nie wisi, ale zastanawialem sie nad tragedia autokaru chyba rumunskiego o ktorym znalazlem malutki wpis w sobotniej wyborczej (21.07?). Zastanawialem sie, czy kiedy rozwalil sie polski autokar na Wegrzech (ok. 2lata temu) rowniez na zachodzie to tylez znaczylo co w GW Rumuni. No i mamy niestety nowa tragedie i juz jest glosniej…
Jest głośniej, bo to była piękna katastrofa, niestety, pobudzająca wyobraźnię, a do tego cynicznie wykorzystana przez media i polityków do nabicia sobie punktów. Dlaczego rodziny ofiar tego konkretnego wypadku dostały od państwa pieniądze, a rodziny setek innych ofiar ginących na polskich drogach nie?
Myślę, że śmierć dwudziestu-kilku Polaków miała na Zachodzie podobne znaczenie co śmierć ponad dwustu Brazylijczyków w niedawnej katastrofie lotniczej. Czyli żadne.