Jestem pewien, że Bratkowski zostanie teraz bezpardonowo zaatakowany przez prawicowych gnojków nazywających siebie „dziennikarzami”, ale pewne tabu zostało przełamane, i to jest pozytywne. Na artykuł Bratkowskiego natknąłem się na jedynce portalu Gazety, więc można mieć nadzieję, że sporo osób go przeczyta i być może lepiej zrozumie z czym mamy do czynienia, jeśli chodzi o PIS i popierających tą partię ludzi.
Osobiście nie mam nic przeciwko istnieniu partii nacjonalistycznych, czy też głoszeniu niepoprawnych politycznie teorii, ale nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu. Jeśli ktoś wrzuca do urny głos na PIS, powinien mieć świadomość na co głosuje.
Zarzuciłem na jakiś czas pisanie na tej stronie, bo patrząc z daleka na to jakiej jakości newsy są na pierwszych stronach serwisów internetowych w Polsce, po prostu niedobrze mi się robi. Zresztą znalezienie jakiegoś sensownego źródła wiedzy o tym co dzieje się w kraju okazało się właściwie niemożliwe – z jednej strony portale dla plebsu jak onet czy wp, gdzie głównym wydarzeniem jest kto gołą dupę pokazał ostatnio, a poziom komentarzy pod artykułami wskazuje na niedorozwój umysłowy odbiorców, z drugiej portale papierowych gazet, z których właściwie każdy ma swoją agendę polityczną, zwykle proPISowską, więc też nie daje się czytać. Jestem dosyć przyzwyczajony – właściwie od 20tu lat – do Gazety Wyborczej, więc zwykle moim źródłem informacji jest gazeta.pl, ale jakość artykułów tam zamieszczanych leci od jakiegoś czasu na łeb na szyję – literówki, tania sensacja, artykuły o czyichś cyckach… Ogólny brak profesjonalizmu.
A może to nie jest wina portali? Na pewno odbiorcy decydują o jakości dostarczanych informacji – skoro większość ludzi jest tak żywo zainteresowana tym, że „Anna Samusionek wygina się i pręży” (kto kurwa??), to może warto o tym pisać, nie wiem… Czy jednak na pewno taką breję trzeba wrzucać na główną stronę portalu informacyjnego?
Wolna od katolickiej propagandy – przynajmniej częściowo, bo wciąż na jej teren będą wpuszczani katecheci, księża i inne typy spod ciemnej gwiazdy. Czy też krzyża.
Tak czy inaczej: prywatna szkoła Salwator zdjęła w klasach krzyże ze ścian i za tą postawę należą się jej gratulacje. Krakowska kuria nazywa to brakiem tolerancji wobec katolików i rozważa cofnięcie tam prawa nauczania religii. Tupet i głupota krakowskiej kurii są olbrzymie, ale to nic nowego, natomiast z niecierpliwością czekam aż zaprzestaną tam nauczać bzdur. Odwagi, kurio, wycofaj swoich szpiegów z terenów skażonych świeckością.
Nie wiem, kim są nowi właściciele szkoły, ale mam nadzieję, ze wytrwają w swojej słusznej decyzji mimo całego wściekłego jazgotu motłochu. Nie będzie to łatwe, szczególnie w tradycyjnie zaściankowej i przesądnej Małopolsce, ale trzymam kciuki i liczę na kolejnych odważnych. Szczególnie wśród szkół publicznych.
Zderzenie dwóch światów – propagandy amerykańskich massmediów reprezentowanych przez próbującego nieudolnie grać na uczuciach widowni i niedoinformowanego Larry’ego Kinga, oraz arabskiego konserwatyzmu reprezentowanego przez Mahmuda Ahmadinedżada, który nie daje się zagiąć, a czasem zamiast odpowiedzieć wprost oferuje inną perspektywę spojrzenia na świat. Bo świat nie kończy się na Stanach Zjednoczonych. więcej…
Sukces! Ktoś wziął dosłownie mój poprzedni wpis i zaczął usuwać te symbole ciemnoty i nienawiści z polskiego krajobrazu!
Krzyże ścina jakaś dobra dusza w Przemyślu, na Wgórzu Trzech Krzyży. Jak rozumiem, w tej chwili został tylko jeden, więc warto pomyśleć nad zmianą nazwy wzgórza.
Zapewne są to czyjeś przygotowania do nadchodzącej zimy, bo krzyże są drewniane więc będą się dobrze palić, aczkolwiek nie wzięto pod uwagę ciężaru i krzyży nie doniesiono do kominka. Nie popieram też wandalizmu w żadnej formie, ale stawianie krzyży gdzie popadnie i bez zezwoleń nie jest w Polsce ścigane przez policję, więc nie widzę powodu dlaczego ich ścinanie miałoby być niedozwolone. Bądźmy konsekwentni, nie można jednocześnie zjeść ciastka i mieć ciastka.
W Polsce plaga krzyży. Rośnie to badziewie wszędzie jak barszcz Sosnowskiego, wyplenić ciężko i szkód wyrządza od groma, prostaczków otumaniając i trując ich naiwne umysły. Jeśli gdziekolwiek widzisz, drogi czytelniku, zalążki krzyżowej zarazy, przystępuj natychmiast do plewienia. Wyrywaj krzyże zawsze z korzeniami i dla pewności pal ziemię żeby nie odrosły.
Bo faszyzm ma to do siebie, że rodzi się niepostrzeżenie.
Ledwie miesiąc mnie nie ma w kraju i już gołym okiem widać opłakane skutki. Jarek zauważył, że jego odwieczne nemesis, zaprzysiężony wróg, władca ciemności i obrońca sataniątek opuścił Polskę i natychmiast spuścił ze smyczy swoje ujadające kundle. Poziom zidiocenia PISiorów osiągnął niespotykane wcześniej wyżyny, tak jakby musieli sobie zrekompensować długie tygodnie kampanii prezydenckiej, gdy Prezes skuł ich pyski kagańcami, do których poprzyklejał fałszywe uśmiechy.
Ale teraz można ujadać. Pierwszy zaszczekał, oczywiście, sam fuhrer:
Powiedziałem mu: „To jest wynik waszej zbrodniczej polityki – nie kupiliście nowych samolotów”. Na tym rozmowa się skończyła.”
Czasem, żeby usłyszeć prawdę, trzeba posłuchać co o nas mówią zagranicą. Bo nasi sąsiedzi nie mają języków związanych przez patriotyczną policję, śledzącą uważnie, czy aby ktoś nie mówi złych słów o tragicznie zmarłym Lechu Kaczyńskim, być może wkrótce Świętym. Tak więc miło posłuchać kilku truizmów rzuconych w wywiadzie przez Janisa Jurkansa, byłego łotewskiego ministra zagranicznego. Janis ma silne polskie korzenie (jego ojciec miał na nazwisko Zacharewicz) i czuje się na równi Łotyszem jak i Polakiem, co stawia go w dość uprzywilejowanej pozycji: zna się na naszej sytuacji politycznej i historii jak prawdziwy Polak, ale nie musi ulegać martyrologicznej obsesji i łatwiej mu zachować dystans.
Janis Jurkans mówi:
Śmierć Lecha Kaczyńskiego można uznać za wielki symbol. Prezydent Polski uderzył w ziemię niedaleko od Katynia. Miejsca, gdzie pochowani są ludzie, których kośćmi posługiwał się do osiągnięcia swoich politycznych celów. (…) Taka ręka losu. Przecież mógł polecieć do Katynia wraz z premierem Donaldem Tuskiem, Lechem Wałęsą i innymi Polakami, kilka dni wcześniej. Ale nie chciał. Przede wszystkim z przyczyn politycznych.
Motyw przewodni z piosenki „Still Dre” Dr Dre plus zabawny i dość prawdziwy tekst w wykonaniu Wojewódzkiego i Figurskiego – oto recepta na przedwyborczy hit internetu w Polsce. Plus recepta na pobudzenie do działania tłumu ciotek krzyczących „jak oni mogą drwić z tragedii!”. Ja zawsze lubię pomagać ludziom z małym rozumkiem, więc tłumaczę: po pierwsze mogą robić żarty z wszystkiego, na co mają ochotę, po drugie nie kpią z tragedii pod Smoleńskiem tylko z pochówku na Wawelu i wykorzystywania przez Jarka katastrofy samolotu w kampanii wyborczej. To dosyć oczywiste, ale cóż poradzić, PISiory i tak wiedzą swoje.
Numer dobrze się zaczyna ale słabo kończy, bo chłopaki postanowili na koniec jasno dać do zrozumienia, że ich krytyczny tekst wynika z głębokiego patriotyzmu i troski o Polskę. Mimo to warto tej piosenki/skeczu posłuchać – tragedia pod Smoleńskiem wyciszyła głosy krytyki wobec PIS i dała narodowym socjalistom oręż do ręki w postaci szantażu emocjonalnego, któremu nie należy się poddawać.
Przyznaję, że początkowo pomysł umieszczenia zwłok Lecha Kaczyńskiego (z małżonką) na Wawelu wydał mi się absurdalny. Kiepski był to prezydent, nic nie osiągnął, poparcie miał właściwie wyłącznie wśród moherów i narodowych socjalistów, na świecie się z niego raczej podśmiewano i właściwie cóż on tam ma obok polskich królów i Piłsudskiego robić? Prezydentura Lecha była szkodliwa dla naszego kraju, warto to podkreślać szczególnie teraz, gdy próbuje się robić z niego bohatera narodowego.
Tymczasem, gdy głębiej się nad tym zastanowić, to ten na wskroś polityczny pomysł Bielana i Kamińskiego, spin doktorów PISu, ma ręce i nogi. Zaściankowy Kraków tradycyjnie popierał zwykle PIS i generalnie prawicę, nacjonalistyczne sentymenty też w naturalny sposób znajdowały tam dobry grunt i ten nasz nieszczęscny Lech Kaczyński, ze swoimi poglądami z zeszłej epoki i zamknięciem na Europę, jak ulał pasuje, żeby go pochować właśnie tam. Przecież nie w Warszawie, mieście, do którego mieszkańców zwracał się per „dziadu”, europejskiej stolicy otwartej na mniejszości i egalitarnej.
Drugim plusem pogrzebu na Wawelu jest to, że zjedzie się mnóstwo prominentnych gości, cała światowa czołówka z Obamą na czele a Wawel jest miejscem, które na pewno dorówna swoją rangą randze tej uroczystości. Obecność tylu szefów państw to fantastyczna okoliczność dla Polski, pokazuje, jak bardzo odbudowaliśmy swoją pozycję na arenie międzynarodowej przez ostatnie lata, naprawiając wiele szkód wyrządzonych za rządów PISu. więcej…